Karkonosze -> Legendy -> O smoku Kraku
 

O smoku spod Wawelu zabitym przez Kraka wiedzą wszyscy, natomiast niewiele osób zna historię smoka Kraka znad rzeki Kamiennej w Karkonoszach. Mieszkał on nieopodal Szklarskiej Poręby, nieco powyżej ujścia Kurzackiej Wody. Był ogromny, miał wielką paszczę, oddech tak cuchnący, że więdły od niego rośliny, a zwierzęta padały bez czucia i często zdychały. Żywił się rybami pływającymi w rzece, które wpadały do jego paszczy podczas picia wody.
Dla ludzi Krak w zasadzie nie był groźny, ale i tak omijano z daleka jego siedzibę. Tak więc droga ze Szklarskiej Poręby wiodła nie jak obecnie brzegiem Kamiennej, lecz przez Białkę, Szklarską Porębę Średnią i Dolną.
W owym czasie, nad Czeską Strugą, która wpada do Kamiennej, obok obecnego motelu "Relaks", mieszkał ze swą córeczką pewien pracownik huty szkła o nazwisku Zdziel. Był dobrym fachowcem, dlatego nikt go nie wołał po nazwisku, ale po prostu nazywano go Śklarz, a córkę jego Śklarka. Któregoś dnia spotkała ona Ducha Gór, który zmęczony, ze zmartwionym obliczem siedział na pniu drzewa przewróconego przez wiatr. Śklarka pozdrowiła go serdecznie, a potem usiadła przy nim i opowiedziała mu coś tak wesołego, że minął jego zły nastrój i zaśmiał się serdecznie. Potem zebrała dla niego bukiet kwiatów z pobliskiej łąki i odprowadziła do lasu, opowiadając po drodze o sobie i swojej rodzinie. Spotkali się jeszcze kilkakrotnie, a któregoś dnia Duch Gór przyprowadził jej śliczną, małą sarenkę ze złamaną nóżką. Śklarka wyleczyła zwierzątko i oddała je, nie chcąc za to żadnej nagrody. Podobała się ta skromność panu Gór Sudeckich. Na pożegnanie sypnął jej do koszyka garść czerwonych malin i długo spoglądał za odchodzącą. Sarenka jednak nie chciała rozstać się ze swą opiekunką. Zabeczała żałośnie i pobiegła za dziewczyną. Liczyrzepa widział jak dobiegła do Śklarki. Szli przez jakiś czas razem, a potem sarenka obok rzeczki o nazwie Wrzączka skręciła w bok i brzegiem pogalopowała w stronę Kamiennej, płynącej głęboką, zalesioną doliną. Dziewczynka pobiegła za nią. Duch Gór zadrżał na myśl, że może ona po drodze spotkać smoka i ruszył w tamtą stronę nie spuszczając z nich oka. Wkrótce jednak gęste krzaki spowodowały, że stracił ich z pola widzenia. Chciał krzyknąć, ale uświadomił sobie, że nie zna imienia dziecka. Zaczął więc biec, bo wydawało mu się, że usłyszał odgłosy, jakie rozlegały się zawsze, gdy smok poruszał się w rzece. Przystanął i nasłuchiwał. Pojął, że nie omylił się. Krak faktycznie wlókł się przed nim na krótkich swych łapach i grubym brzuchem oraz ciężkim ogonem tarł o gałęzie i kamienie. Śklarka była już blisko niego tak, że wkrótce mogła się znaleźć w zasięgu jego oddechu. Liczyrzepa ujął w dłonie głaz leżący nad brzegiem Wrzączki, nabrał rozmachu i rzucił celując w głowę smoka. Kamień upadł w sam środek potoku. Spowodowało to pęknięcie kamiennego dna i odsunięcie jednej krawędzi powstałej szczeliny na dość znaczną odległość w stronę smoka. Przysłoniła ona jego olbrzymie cielsko a dziecko, które nie pojęło wydarzeń, mając twarz zachlapaną wodą, stoczyło się w urwisko.
Liczyrzepa dobiegł do miejsca wypadku i zobaczył zwłoki dziewczynki leżące w nienaturalnej pozie w skalnej szczelinie pod urwiskiem. Na jej bose stopy spływała z góry kaskada wody. Poprzez szum wodospadu dochodziły go złośliwe pomruki i sapania oddalającego się Kraka.
Rozpłakał się Duch Gór na ten widok. Odniósł zwłoki nad Czeską Strugę do zrozpaczonego ojca. Ludzie na pamiątkę tego wydarzenia nazwali Wrzosówkę Śklarką. Ta gwarowa, śląska nazwa zmieniona została później na Szklarkę.

Grzegorz Krugły